Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

40:1

Email

Prezentując dzieło Katarzyny Manikowskiej w naszym portalu postanowiliśmy poprzedzić je kilkoma słowami wstępu od redakcji. Oczywiście samej Autorki polskim modelarzom przedstawiać nie trzeba. Każdy zna jej prace. Jednak, gdy zastanawiamy się, jak je zdefiniować – figurki, a może dioramy modelarskie, to nagle okazuje się, że nie mieszczą się one ściśle ani w jednej, ani w drugiej kategorii. Czym więc są? Otóż mamy nieodparte wrażenie, że jeśli modelarstwo miałoby aspirować do miana dziedziny sztuki, to z całą pewnością prezentowany tu przykład twórczości Katarzyny Manikowskiej jest tej sferze najbliższy. Z jednej strony mamy bowiem dbałość przynajmniej o niektóre szczegóły typowo modelarskie, z drugiej jednak obcujemy ze świadomą ucieczką w alegorię, uogólnienie po to, by diorama nie była tylko scenką – choć ona sama tak właśnie skromnie ją nazywa. Bo to nie jest zwykła scenka, jakich wiele można zobaczyć na wystawach i konkursach! To jest plastyczny przekaz. Ba! Nie jakiś banalny przekaz, lecz wyraziście patetyczny, sięgający wręcz do romantycznej idei polskiego bohaterstwa. Z całą pewnością tak należy widzieć i CZUĆ niezwykle dzieło Katarzyny Manikowskiej zatytułowane 40:1. Poniżej z ogromną przyjemnością prezentujemy nie tylko zdjęcia tego dzieła, ale równie niezwykły opis jego powstania.

Historia tej dioramy, jak zresztą wielu innych moich prac, zaczęła się od dobrych ludzi, którzy podsunęli mi gotowy pomysł.
Otóż zdarzyło się, że koleżanka usłyszała gdzieś piosenkę zespołu Sabaton: Forty to One, opowiadającą o bohaterskiej obronie Wizny we wrześniu 1939. Przez trzy dni 720 żołnierzy pod dowództwem kpt. Władysława Raginisa skutecznie broniło przeprawy na Narwi, mając przeciw sobie ponad 42 tysiące Niemców z kilkuset czołgami, działami i samolotami. Po tej nierównej walce do niewoli dostało się raptem kilkudziesięciu obrońców, reszta zginęła w boju, łącznie z kpt. Raginisem, który, chcąc do końca pozostać wierny żołnierskiej przysiędze, wolał popełnić samobójstwo, niż poddać się wrogowi...
Koleżanka zatem piosenkę usłyszała, zachwyciła się nią i podesłała mi linka. Trzeba trafu, że mój komputer nie był wówczas wyposażony w głośniki, dlatego nagranie mogłam sobie jedynie obejrzeć. Obejrzałam. Tekst spolszczono w sposób, który wprawdzie dawał pojęcie o merytorycznej zawartości utworu, ale estetycznie przyprawiał o ból zębów i palpitacje serca. Pomyślałam, że warto by dotrzeć do oryginału. Pomyślałam również, że warto byłoby zmajstrować dioramkę na kanwie tej piosenki. Potem przestałam o tym myśleć.
Jakiś czas później tego samego linka podesłał mi brat, Victorius, prawy człowiek i szczery patriota. Gadaliśmy trochę, że to fantastyczna sprawa - szwedzki zespół hardrockowy opowiadający o jednym z epizodów polskiej historii. Już nie miałam wątpliwości - coś z tematem Forty to One trzeba będzie zrobić. W jakiś sposób przełożyć język muzyki na język modelarstwa. Jeszcze tylko nie wiedziałam jak.
Piosenka, owszem, przytaczała niektóre fakty i dane o obronie Wizny, ale przede wszystkim akcentowała nieugięte bohaterstwo naszych żołnierzy. Porównywała ich do słynnych 300 Spartan, którzy do ostatniego padli w obronie termopilskiego wąwozu i w wyraźny sposób nawiązywała w wideoklipie do tej heroicznej legendy. Myślałam, że koniecznie trzeba to pokazać. I doszłam do wniosku, że moja diorama powinna być raczej alegorią niż rekonstrukcją.
Dotarłam do oryginalnego angielskiego tekstu piosenki i upewniłam się, że muszę spróbować przetłumaczyć go na nowo, oczywiście tylko dla własnych potrzeb. Z pomocą koleżanki anglistki uporałam się i z tym zadaniem; nasz przekład jest - czego w sumie powinnam się była spodziewać - bardziej alegoryczno-klimatyczny, niż dosłownie wierny. Wygląda to tak:

Ochrzczeni w ogniu
Czterdziestu na jednego

Oczekiwanie na rozkaz
niczym cisza przed burzą
Kilku zostało wybranych by powstać
jako niewielu przeciw niezliczonym
Rozkazy z dowództwa grzmią:
walczcie, nie oddajcie ziemi!

Z początkiem września nadeszła
wojna, jakiej nie znał świat
Żaden wróg nie wkroczy na ziemię
której strzeże Polak!
Dopóki nie będzie was czterdziestu na jednego,
Zostaniecie pokonani!

Ochrzczeni w ogniu
Czterdziestu na jednego
Spartańska dusza w nich
Śmierć i Chwała
Polscy żołnierze
nie ustępują nikomu,
powstrzymają gniew Wehrmachtu

Ósmego września
furia Rzeszy sięgnęła szczytu
Mrowie moździerzy i kul
Lecz nasze bunkry przetrwają i to
Kapitan zaprzysiągł na życie
„Mój los dopełni się tu”
Grzmią karabiny wśród
Srogich odgłosów
artyleryjskich salw

No chodźcie, pokażcie wszystko na co was stać!
Czy piekło czy potop nie powstrzyma nas
Dopóki nie jest was czterdziestu na jednego
Wasz czas wkrótce się skończy!

Nie zapomnij o poległych
Nie zapomnij o ojcach i synach wojny


Nie zapomnij o pogrzebanych przez historię

Teraz pozostało już tylko obmyślić i wykonać dioramę...
Konwencję realistyczną odrzuciłam od razu, bo jak umieścić na wspólnej podstawce Niemców z Wehrmachtu i Spartan z Termopil? Nie chciałam też wykonać epickiego dzieła o wymiarach 3x3 metry, z setkami figurek (nie te warunki lokalowe)... Ostatecznie osią konstrukcyjną dioramy zdecydowałam się uczynić tytuł piosenki: Czterdziestu do jednego. Potrzeba co najmniej czterdziestokrotnej przewagi, aby pokonać polskiego żołnierza; potrzeba aż tak miażdżącej, masakrującej, brutalnej siły, by wróg zdołał wtargnąć na polską ziemię!
I tak oto skrystalizował się pomysł - czterdziestu Niemców, jeden Polak i Spartanie!

 

Polak na straży ojczystej ziemi, broniący swego kraju przed splugawieniem przez wrogie hordy. Światło przeciw ciemności. Duch przeciw wypełzającym z nor i rozpadlin mordorskim orkom, czarnym i złym. Plugastwo i robactwo, burzące i niszczące. Jasność i mrok!

 

Tego rodzaju proces myślowy doprowadził mnie ostatecznie do koncepcji skomponowania sceny. Polski żołnierz, archetypiczny piechur nieugięcie trwa na granicy, nie pozwalając wrogowi wedrzeć się dalej. Nieprzekraczalna, niepokonywalna granica: takie założenie niejako wymusiło zamknięcie całej kompozycji tylną ścianką. Świadomie i celowo postanowiłam narzucić widzowi jeden punkt obserwacji, niejako posadzić go przed ekranem telewizora, albo przed obrazem, tym samym uniemożliwić obejście scenki ze wszystkich stron, a co za tym idzie, uniemożliwić mu zmianę punktu widzenia. Bo punkt widzenia w tej scence (zarówno rozumiany dosłownie, jak i w przenośni) był jeden, jedyny i jedynie słuszny... mój: oto bezkształtna, niemal amorficzna horda obłażąca obrońcę, pełznąca w górę ze szczelin w czarnym błocie.

 

Polaka zatem bezwarunkowo musiałam ustawić wyżej niż resztę, w powietrzu, powielając zabieg narracyjny zastosowany choćby przez Jerzego Kossaka w Cudzie nad Wisłą 15 sierpnia 1920, gdzie zstępująca z niebios, cwałująca z chmur husaria wspiera żołnierzy w walce z bezkształtną masą krasnoarmiejców / Czterdziestu Niemców zlanych w nieforemną grudę, pozbawionych indywidualności, odrębności, pozbawionych twarzy. Masa, odhumanizowana, obrzydliwa ameba, rakowaty polip, chora narośl na zdrowej polskiej ziemi / I Spartanie, heroiczni tytani, Duch przeciw materii – ten z kolei proces myślowy ustalił kolorystykę sceny: Polak w naturalnych, trochę prześwietlonych kolorach;

 

Niemcy czarno-szaro-brudno-zielonkawi, jak ohydne, blado trupie robaki;

 

Spartanie nie do końca prawdziwi, nie-całkiem-obecni, błękitno-świetlisto-powietrzno-biali;

 

rozświetlone wrześniowym słońcem tło, typowy polski krajobraz, bruzdy zoranej ziemi, dom i przydrożny krzyż w jasnych, nasiąkniętych ciepłą, złotawą sepią tonacjach, białe promienie słońca. I w dalekim, powietrznym tle pobrzmiewające słowa piosenki, opowieści o bohaterskiej obronie Wizny:

Piękny był wrzesień tamtego roku
I wojnę rozpoczął najgorszą ze wszystkich
Lecz wróg nigdy nie wkroczy na ziemię
Bronioną przez polskich żołnierzy
Dopóki was nie będzie
Czterdziestu na jednego

Ochrzczeni w ogniu
Czterdziestu na jednego
Niczym Spartanie
Śmierć i chwała
Polscy żołnierze
I żadni inni
Upiory Wehrmachtu zostaną powstrzymane

Nie będzie nigdy deptał wróg
Ziemi której kazano nam bronić
Do końca wytrwamy w śmiertelnej walce
Aż was nie będzie czterdziestu na jednego

Zawsze pamiętaj poległych żołnierzy
Pamiętaj zawsze o ojcach i synach we mgle
I zawsze pamiętaj o tych, co spłonęli
Kamienie na szaniec ciśnięte na śmierć

Całość, jak widać, była komponowana raczej na emocjach i ulotnych chwilach, aniżeli na twardych faktach. Podobnie przestrzenny układ dioramy, ta amorficzna horda nacierająca ku górze - jak ślepa, niszcząca fala przyboju i, jak ona, nieuchronnie odbijająca się od falochronu zbudowanego ze spartańskich tarcz i z polskiej szabli. Pozostało już tylko wszystko to posklejać, poustawiać i pomalować - czysto fizyczna, technicznie prościutka praca.
Niemców, jak głosił tytuł, miało być czterdziestu i faktycznie początkowo ustawiłam naprzeciw Polaka dokładnie czterdzieści figurek... Tyle, że okazało się to stanowczo za mało! Rada, nierada, dokładałam zatem kolejne, aż odpowiednio wypełniły mi przestrzeń. Nie liczyłam dokładnie, ale na pewno jest ich ponad 65. Pochodzą z różnych zestawów w skali 1:35. Wybierając je, przede wszystkim miałam na uwadze odpowiednie bojowe pozy, a także by ich umundurowanie i uzbrojenie z grubsza odpowiadało realiom wojny obronnej 1939. Polak jest dość mocno skonwertowaną figurką żywiczną nieznanej mi proweniencji, Spartanie to połowa greckiego zestawu Andrei w skali 54 mm, czyli figurki większe i masywniejsze od pozostałych, ale to nawet dobrze – sprawiają dzięki temu wrażenie groźniejszych, bardziej zdeterminowanych. Tło nadmalowałam na znalezionym gdzieś w sieci zdjęciu krajobrazowym, uzupełniłam je o słoneczne światło i nieco inaczej porozkładałam barwy, mocniejszą kreską i silniejszym wysyceniem podkreśliłam też rolę przydrożnego krzyża. Podłoże zrobiłam z różnych mas modelarskich Vallejo (głównie z Black Lavy), w których zatopiłam i którymi oblepiłam część figurek Niemców. Na koniec - ażeby uprzestrzennić tło - dodałam w rogach kilka gałązek i kawałek pieńka. Całość malowałam głównie akrylami ze znacznym udziałem techniki suchego pędzla. Tło z kolei wykończyłam techniką akwarelową, posługując się normalnymi modelarskimi akrylami i szkolnym zestawem akwarelek. Na koniec na drewnianej, ośmiokątnej podstawie namalowałam tytuł całości – biało-czerwone cyfry „40:1”. Kształt liter w dość luźny i w sumie odległy sposób nawiązuje do muzyki zespołu Sabaton. Dopiero bowiem pod sam koniec pracy nad dioramą udało mi się odsłuchać piosenkę i zadziwić ostrym, metalowym kolorem melodii...
Sama fizyczna praca zajęła mi niecały miesiąc; część koncepcyjna też nie za długo, bo chyba mniej niż pół roku. Jak na mnie, to iście zawrotne tempo - budowałam już dioramy i winietki, na obmyślenie których potrzebowałam kilkunastu lat...

 

 

Specjalne podziękowania dla Ani, Victoriusa i Andrzeja, którzy mnie cały czas inspirowali, wspierali i zachęcali.

 

 

Katarzyna Manikowska viltianus
marzec 2010 r.