Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Modele Relacje z budowy Spitfire LF Mk XVIE | Heller | 1:72 - aktualizacja 14.05.2010

Spitfire LF Mk XVIE | Heller | 1:72 - aktualizacja 14.05.2010

Email

Należę do tych modelarzy, dla których słowo kompromis w aspekcie odwzorowywania detali właściwie nie wchodzi w grę, albo akceptowalne jest na zasadzie przełknięcia gorzkiej pigułki. Ten model to taka właśnie pigułka, która, niemniej jednak, jest też pewnym panaceum. Czas jaki na co dzień mamy zazwyczaj do dyspozycji na realizację naszych modelarskich planów zdecydowanie nie odpowiada naszym potrzebom. Dlatego narzucone bezkompromisowe podejście do każdego tematu, które wymaga dużych nakładów czasu, nie daje zbyt obfitych owoców w postaci wielu skończonych modeli.
Odskocznia w postaci prostszego modelu raz na jakiś czas zwykle napotykała u mnie na opór. Kolegom modelarzom z Grupy TOMCATSKY udało się mnie jednak namówić na pewien rodzaj odskoczni, tak by model zbudować w okresie krótszym niż kilkuletni. Jednocześnie jest to także odskocznia od skali 1:48, na rzecz której rozstałem się kiedyś z 1:72.

Postanowiłem więc skończyć model, którego budowę rozpocząłem na podobnych kompromisowych zasadach jeszcze pod koniec ubiegłego wieku. Budowałem go prowadząc zajęcia modelarskie dla uczniów podstawówki. Założyłem wtedy i postanowiłem tego nie zmieniać teraz, że model będzie wyeksponowany z wciągniętym podwoziem i figurką pilota wewnątrz. Mimo przyjętego podejścia zakładającego szereg uproszczeń i tak w przypadku wielu elementów wykonałem więcej, niż w przygotowanym planie budowy zamierzałem. Być może stało się tak dlatego, że Spitfire należy do moich ulubionych samolotów i tego tematu zwyczajnie nie potrafię potraktować do końca ulgowo. Dodam też, że mam ambicję zbudować w przyszłości model tego myśliwca zupełnie od podstaw, z możliwie wielką liczbą detali wewnętrznych.
O zestawie specjalnie rozpisywać się nie trzeba, bo jest na rynku tak długo, że jest świetnie znany. Leciwy Heller uchodził niegdyś za jedną z najlepszych replik myśliwca Spitfire w skali 1:72. Czasy się jednak zmieniły i dziś zestaw nie spełnia podstawowych standardów.
Po około 10 latach leżakowania i zapomnienia, tak wyglądał wyjęty z pudełka.

 


Był on wstępnie sklejony oraz miał odseparowane powierzchnie sterowe i częściowo przetrasowane linie na skrzydłach. Została też podjęta próba poprawy profilu górnej pokrywy silnika.
Kabina pilota zawierała blaszkę, którą kiedyś pozyskałem z zestawu Airfixa Spitfire Mk V. Figurka pilota (do poprawienia) zasłaniała uproszczenia i brak wielu elementów. Najważniejszym z nich jest celownik, który mam zamiar dorobić.

 

A oto pozostałe elementy zestawu, z których na pewno nie zostaną wykorzystane elementy oszklenia kabiny. Owiewka jest za gruba, a wiatrochron, na domiar złego, jest ukruszony. Będę też robił nowe rury wydechowe i pokrywy podwozia, a usterzenie będzie odchudzane.

 

We wstępie nie napisałem, że swego czasu podjąłem już zarzuconą później próbę budowy Spitfire'a w skali 1:72 od podstaw. Kilka wykonanych wtedy elementów zaadaptuję do tego modelu. Do wykorzystania będzie fragment śmigła i kółko ogonowe. Na zdjęciu widać również drewnianą formę i wytłoczoną na nim owiewkę do wersji Spitfire’a z garbem, jak również niemal kompletny szkielet ogona.

 

Ze śmigła najprawdopodobniej wykorzystam tylko jedną łopatę. Były one wypiłowane ręcznie z płaskownika miedzianego. Wybiorę najlepszą, oszlifuję, wypoleruję i odleję cztery kopie w żywicy. Kołpak bardziej odpowiada wersji Mk V, więc jest nieco krótszy. Wykorzystam ten z zestawu, bądź zrobię nowy.
Nową górną osłonę silnika wymodelowałem z dwuskładnikowej masy szpachlującej Gunze.

 

Wykonałem dwa prototypy rury wydechowej: późniejszy, o okrągłym przekroju oraz wcześniejszy, tak zwany „rybi ogon”. Ostatecznie, po wyborze malowania zdecydowałem, że mój model będzie miał starszy typ. Zarówno w przypadku jednego jak i drugiego typu posłużyłem się płaskownikiem miedzianym (takim samym, z którego powstały łopaty śmigła), by wypiłować potrzebny element. Przy czym, z braku dostatecznie małego wiertła, końcówkę spłaszczonej rury wykonałem z wykorzystaniem blachy miedzianej o grubości 0,06mm, której pasek, po uprzednim oszlifowaniu imitacji rury, nawinąłem na element i przylutowałem.

 

 

W Spitfire'rze przed kabiną pilota znajduje się zbiornik paliwa, który przykrywa pancerna blacha. W górnej części kadłuba, gdzie styka się ona z pokrywą silnika, przejście jest bez „schodka”, jednak na bocznej powierzchni kadłuba nad skrzydłem widać, że grubszy panel blachy wystaje ponad poszycie – tak jakby blachy były na „zakładkę”. Postanowiłem więc jakoś to odwzorować. Zeszlifowałem kadłub na górnej powierzchni pozostawiając boki, a na całość nakleiłem odpowiednio docięty arkusik blaszki miedzianej o grubości 0,06mm. Przy tej okazji łatwiej było też odwzorować wlew paliwa do zbiornika. W zeszlifowanej części kadłuba wytrasowałem korek, a w blaszce wywierciłem otwór, przez który go widać.

 

Okazało się w międzyczasie, że przejście skrzydło-kadłub znacząco się różni od tego, co powinno być. Obrys na spływie jest błędny, a profil w tylnej części - za „głęboki”. By go poprawić, dokleiłem kawałek plastiku z naddatkiem, z którego wyprowadzę właściwą krawędź spływu. Niebieska taśma wyznacza krawędź blachy kryjącej przejście skrzydło kadłub. Zalałem do jej krawędzi klejem CA, który później oszlifuję i zdejmę taśmę. W ten sposób powstanie połączenie na zakładkę, jak w oryginale.

 

Na przedniej części kadłuba zacząłem trasować nowe linie podziału blach i poprawiłem znacząco wlot powietrza do gaźnika.

 

Postanowiłem też poprawić lufy. Nowe wytoczyłem z mosiężnego pręta. Ponadto wykonałem osłony luf działek Hispano Suiza 20mm i osłony karabinów maszynowych Browning 12,7mm. W modelu, jak się okazało po wstępnych przymiarkach, miały one zły obrys, były zbyt krótkie, miały za małą średnicę, a co najgorsze - nie miały idealnie okrągłego przekroju. W osłonkach nawierciłem otwory i wstawiłem już imitacje luf działek zrobione z igieł lekarskich o średnicy 0,7mm.

 

Detale na okapotowaniu silnika nie dawały mi spokoju - na bocznej pokrywie po lewej stronie dysza wlotu powietrza do chłodzenia prądnicy, a na górnej po prawej dysza wlotu powietrza chłodzącego sprężarkę zasilającą układ pneumatyczny. Najpierw więc z kawałka aluminium wykonałem maksymalnie wierne formy-kopyta dysz, które następnie odcisnąłem w kawałku modeliny. Powstała w ten sposób forma wymagała oszlifowania, by jej głębokość była właściwa, aby uzyskać zamierzony efekt końcowy. Zależało mi, aby na płaskiej powierzchni wokół otworu można było ukształtować charakterystyczny dla tych elementów kołnierz. Wytłoczyłem więc z folii aluminiowej o grubości około 0,03mm potrzebne profile i odpowiednio je dociąłem.

 

 

Kolejnym elementem, który nie został przeze mnie przewidziany w planie poprawek, była owiewka działka na jego osłonie. W tym przypadku operacja nie była trudna. Obrys na powierzchni płata zaznaczyłem taśmą klejącą 3M, a na zbyt małego „bąbla” nałożyłem masę dwuskładnikową Gunze. Po wyszlifowaniu zrobiłem prostą, ale dokładną kopię tego elementu wykorzystując technikę odlewania w żywicy.

 

Na zdjęciach widać też lekko zaznaczoną imitację spracowanego poszycia skrzydeł. Kiedy zabierałem się za trasowanie linii na płatach stwierdziłem, że pokuszę się, mimo niewielkiej skali modelu, o próbę odwzorowania tego zjawiska. Zastosowałem znany już dość dobrze sposób, polegający na frezowaniu oraz szlifowaniu papierami ściernymi i gąbkami polerskimi powierzchni modelu w stosownych miejscach.

Pierwszą rzeczą, która w moim odczuciu zdradza skalę modelu, kiedy ogląda się jego zdjęcia, są wszelkie krawędzie, które w prawdziwym obiekcie są cienkie i ostre, natomiast w miniaturze, zwykle na skutek uproszczeń wynikających z technologii wtryskowej, zaokrąglone i grube. By uniknąć podobnego efektu postanowiłem wykonać nowe końcówki skrzydeł stosując do tego celu aluminium. W zasadzie konieczne było wykonanie samych ogonków końcówek, które, w naturalny dla ostro zakończonego plastiku, z biegiem czasu i kolejnych dotknięć podczas prac zaokrągliły się i znacznie skróciły. Widać to na załączonych wcześniej fotografiach. Z uwagi na to, że w przyszłości lotki mają być wychylone, ogonki będą świetnie widoczne. Pierwszą czynnością było uzyskanie profilu o odpowiedniej cięciwie, bardziej odpowiadającej temu, co jest w rzeczywistości. Model niestety nie jest w tym miejscu zbyt wierny oryginałowi i cięciwa jest zbyt gruba. Wypiłowałem profil końcówki na nieco szerszym niż był potrzebny fragmencie aluminium, a następnie wyszlifowałem właściwy kształt i odciąłem od całego kawałka materiału. Analogicznie, po odcięciu profilu, z drugiej jego strony wyszlifowałem drugą końcówkę.

 

Osobną sprawą było wykonanie imitacji świateł pozycyjnych w tychże końcówkach.
W lampach wykonałem imitację żaróweczek - czerwona lampa to kawałek przezroczystej pleksi z jakichś resztek sprzętu RTV, a zielona - kawałek klocka LEGO. Imitacje żaróweczek wykonałem nawiercając otwory i wpuszczając Alclad II Chrome do ich wnętrza.

 

Pierwsze przymiarki do prac nad spodnią częścią skrzydeł skłoniły mnie do radykalnych poprawek chłodnic. Postanowiłem zrobić nowe, mimo że początkowo tego nie planowałem. Uznałem, że to również dobra okazja, by sprawdzić, na ile można sobie pozwolić w technologii trawienia - poszukać tych górnych granic. Dlatego zaprojektowałem siatki odpowiadające idealnie oryginałowi. Szczególnie chodziło mi o węższą sekcję chłodnicy pod lewym skrzydłem, gdzie siatka ma heksagonalne oczka. Chociaż po wytrawieniu nie widać ich gołym okiem, to siateczka się udała. Pozostałe siatki, zupełnie niepotrzebnie, wytrawiłem jako dwukrotnie rzadsze, niż prawdziwe. Być może jeszcze zrobię kolejne.

Same siatki oczywiście sprawy nie załatwiają, bo kształt chłodnic w modelu był jednym z największych mankamentów zestawu Hellera - były one zbyt wysokie i jednocześnie za wąskie. Najpierw musiałem się ich pozbyć, a później w przygotowane wnęki wstawić odpowiednio wyprofilowane sufity. Wykorzystałem do tego płytki polistyrenowe.

Nowe chłodnice postanowiłem zrobić w najprostszy możliwy sposób, czyli sklejając polistyrenowe skrzyneczki o odpowiednich kształtach.

 

Wewnątrz wstawiłem rozpórki z kawałków ramek wlewowych o stosownej szerokości, a od góry wkleiłem płytkę, która będzie jednocześnie górną krawędzią ramy. Do niej będą przyklejone siatki. Pozostałą część ramki zrobiłem z odpowiednio wyprofilowanego drucika miedzianego. Skrzynki będą jeszcze odpowiednio profilowane - muszą mieć zaokrąglone krawędzie.

A tak wyglądają przymierzone do wnęk w skrzydłach.

 

Podczas analizy zdjęć Spitfire Mk.XVI z kroplową osłoną kabiny nie dawał mi spokoju stelaż mający chronić pilota w przypadku kapotażu. Ten element jest umieszczony pod owiewką, bezpośrednio za płytą pancerną. Zajmuje on niewielką przestrzeń tylnej części kabiny, by nie ograniczać tego, co piloci uzyskali z obniżenia kadłuba i zastosowania wspomnianego wyżej kroplowego opływu osłony kabiny, czyli dużo większego pola widzenia. Stelaż ma - z modelarskiego punktu widzenia - złożoną konstrukcję i, siłą rzeczy, jest doskonale widoczny. Dlatego, mimo założonych uproszczeń budowy modelu, postanowiłem zrobić go możliwie najwierniej. Uznałem, że najlepszy efekt uzyskam metodą fototrawienia. Na podstawie dokumentacji zdjęciowej zaprojektowałem blaszkę.

 

W międzyczasie musiałem popracować nad kadłubem, a dokładniej jego sekcją tuż za kabiną pilota. W zestawie producent zrobił w tym miejscu lekkie ugięcie - chyba z uwagi na grubość owiewki. Tymczasem linia powinna być prosta. Dlatego najpierw musiałem wyprowadzić prawidłowy kształt kadłuba. Znów pomocna okazała się dwuskładnikowa szpachlówka Gunze.

Elementy stelaża wytrawione w blaszce miedzianej (0,05-milimetrowej grubości) mają szereg otworów. W oryginale w tym miejscu są śruby łączące konstrukcję. Postarałem się odwzorować jak największą ich liczbę. W efekcie ten mały element ma w sumie ponad 30 części, a po jego zamocowaniu na stałe wraz z płytą pancerną dojdzie jeszcze kilka drobnych części. Zaginanie elementów i przewlekanie drucików miedzianych dało mi nieźle w kość, nie mówiąc o... szukaniu w gąszczach wykładziny podłogowej jednej z tych czterech najmniejszych części.

Prace montażowe podzieliłem na trzy etapy. Pierwszy, to budowa trójkątnego stelaża z otworami, który wzmocniłem od wewnątrz masą plastyczną, drugi - płyty znajdującej się w połowie długości stelaża, trzeci - trapezowego elementu stelaża. Do dwóch pierwszych elementów dodałem kołeczki ułatwiające montaż do kadłuba.

 

Oprócz opisanych podzespołów wykonałem także prowadnicę na grzbiecie kadłuba, wzdłuż której  porusza się owiewka, a także okrągłą pokrywę wziernika znajdującego się w tym miejscu. W kadłubie nawierciłem otwory na kołeczki i wyciąłem szczelinę na prowadnicę owiewki. Małe zdjęcie rzeczywistego stelaża pozwala na porównanie.

 

Stelaż zostanie przyklejony do modelu nieco później, gdyż na obecnym etapie mógłbym go łatwo zniszczyć wykonując szereg innych prac.

Aktualizacja 14.05.2010

W modelu Hellera lotki, podobnie jak większość innych elementów, pozostawiają wiele do życzenia. Są za krótkie, mają nieregularne krawędzie i nieprawidłową cięciwę. Poprawianie tych niedociągnięć uznałem za mniej efektywne, niż wykonanie nowych lotek. Zależało mi, by krawędzie spływu były odpowiednio ostre. Zwykle w modelach w skali 1:72 są grube i zaokrąglone. O ile wyszlifowanie kawałka plastiku do pożądanego kształtu jest wykonalne, to zachowanie go w tej formie jest już trudniejsze. Krawędź można bardzo łatwo uszkodzić. Nowe lotki wykonałem sklejając ze sobą dwie warstwy plastiku o różnych grubościach i wkładając pomiędzy nie blaszkę wyciętą w odpowiadający lotce kształt. Całkowita grubość takiego laminatu odpowiadała maksymalnej grubości lotki. Pozostało oszlifować element, tak by odsłonięta blaszka utworzyła krawędź spływu. Lotkom brakuje jeszcze imitacji linii podziału, nitów i spracowanego poszycia.

 

Poszycie kadłuba modelu, oprócz wykonania linii podziału blach czy imitacji nitów, wymaga odwzorowania między innymi takich elementów, jak zawiasy wzierników, czy najbardziej rzucające się w oczy prowadnice owiewki. Próbowałem je zrobić z mosiądzu, ale ostatecznie udało mi się je odwzorować przez ukształtowanie ceownika z miedzianej blachy o grubości 0,1mm. Wysokość ceownika po zagięciu to 0,4mm. Prowadnice osadziłem za pomocą kleju cyjanoakrylowego w wyciętych w kadłubie szczelinach. Posłużyłem się paskami taśmy klejącej, by zachować symetrię elementów względem siebie. Ceowniki ukształtowałem wykorzystując zaginarkę i celowo wykonałem je ze znacznym naddatkiem materiału. Dzięki temu łatwiej było je wykonać, ale przede wszystkim łatwiej wkleić w kadłub. Po wklejeniu nadmiar materiału zeszlifowałem, tak by krawędzie pokrywały się z powierzchnią kadłuba.

 

Sporych poprawek wymagała część ogonowa modelu. Zarówno w przypadku statecznika pionowego jak i usterzenia poziomego konieczna była korekta profilu krawędzi natarcia, które były zbyt obłe. Wykorzystując dwuskładnikową szpachlówkę Gunze wykonałem także imitacje obejm oprofilowania miejsca łączenia usterzenia poziomego i kadłuba. Rozpocząłem również wstępne prace nad liniami podziału blach w tej sekcji modelu.

 

Powrót do tematu chłodnic oznaczał wytrawienie jeszcze bardziej gęstych siatek, które liczbą oczek idealnie odpowiadają swoim o 72 razy większym pierwowzorom. Każdą z nich, po zagięciu o 90 stopni bocznych listków tworzących ramę siatki, pomalowałem metalizerami Alclad II. Właściwym kolorem pokryłem także wnętrza obudów chłodnic. Zdecydowałem się zlikwidować prześwit chłodnic, który był widoczny przy oglądaniu ich od przodu bądź od tyłu. Prześwit był wyraźny, mimo że wytrawione siatki są bardzo drobne. Na żadnym z dostępnych zdjęć Spitfire'a nie widziałem, by chłodnice miały prześwit, więc i w modelu nie mogło go być. Wewnątrz obudów wkleiłem więc ścianki, które pomalowałem czarną farbą.

 

Przed wklejeniem chłodnic do wnęk w płatach, postanowiłem wytrasować charakterystyczną szczelinę pomiędzy stałą częścią poszycia skrzydeł a klapami. W tym miejscu szczelina jest głębsza i szersza, niż w przypadku zwykłej linii podziału blach i wyróżnia się także tym, że od strony klapy nie ma ostrej krawędzi, a łukowaty profil. By prawidłowo i we właściwych miejscach odwzorować wciągnięte klapy, posłużyłem się prostym szablonem wykonanym z miedzianej blaszki.

 

Kolejnym zabiegiem przed wklejeniem gotowych zespołów chłodnic były korekty kształtu powierzchni wnęk. Zmiana dotyczyła sekcji tylnej, gdzie powierzchnia ma kształt przypominający falę. I w tym przypadku pomocna okazała się dwuskładnikowa szpachlówka Gunze. We wnęce chłodnicy w prawym skrzydle wykonałem również imitację dyszy systemu odladzania. Wykorzystałem miedziany drut i mosiężną blaszkę.

 

Po wklejeniu zespołów chłodnic we wnęki w płatach zabrałem się za odwzorowanie ich charakterystycznie wyprofilowanych bocznych ścianek. Poprawny kształt przejścia ustaliłem za pomocą taśmy 3M, która daje się układać w łuki. Taśma pozwoliła też na odwzorowanie imitacji nachodzących na siebie w tym miejscu blach – obudowy chłodnicy na poszycie płata. Na tym etapie prac nad modelem zdecydowałem się także zmniejszyć średnicę wnęk podwozia wklejając cienki plastikowy pasek na około ¾ jej obwodu. Producent zaproponował wnęki o średnicy za dużej o niecały milimetr. Ta z pozoru drobna nieścisłość oznaczała, że przy wlocie chłodnice niemal stykały się z krawędziami wnęk kół.

 

W międzyczasie od podstaw zbudowałem klapy regulujące przepływ powietrza przez chłodnice. Te z zestawu, podobnie jak całe chłodnice, wylądowały w śmietniku. Nowe wykonałem wycinając odpowiedniej szerokości prostokąty z plastikowej płytki, po czym wypiłowałem je nadając kształt lekko wysklepionego po obu stronach klina. Następnie wkleiłem tak przygotowane profile pomiędzy powierzchnie złożonej na pół blaszki miedzianej o grubości 0,06mm. W ten sposób udało mi się uzyskać efekt wystających krawędzi i schowanej między nimi pionowej ścianki-żebra. Brzechwy uszczelniające, z wygiętymi pod kątem 90 stopni podstawami, również wykonałem z miedzianej blaszki. Natomiast ich wsporniki ukształtowałem z miedzianego drucika, którego końcówki spłaszczyłem. Są na nich naklejone imitacje śrub, które wykonałem z kawałeczków wyciągniętej nad płomieniem ramki wlewowej. Przy konstrukcji klap nie korzystałem z metody fototrawienia, a elementy połączyłem klejem cyjanoakrylowym. Na spodniej części klap odwzorowałem pojedynczą linię podziału blach a także rzędy nitów. Tutaj pomocne okazało się narzędzie do wykonywania imitacji nitów, które przygotowałem we własnym zakresie. Wytrawione zębatki pozwalają na odwzorowanie nitów z odstępami co 0,35mm i co 0,5mm. Tyle najczęściej wynoszą odstępy pomiędzy nitami na Spitfire w skali 1:72.

 

 

Wytrawiłem zestaw ram oszklenia kabiny. Są na nich zaznaczone wszelkie dostrzegalne na fotografiach detale, łącznie ze śrubami. Poza tym, techniką naświetlania postscriptowego, na przezroczystej kliszy uzyskałem arkusiki szyb wiatrochronu.

 

Tekst i zdjęcia: Marcin Witkowski

wykonałem imitację dyszy systemu odladzania