Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Modele Relacje z budowy Dwa razy Macchi M.5 | 1:72 | Choroszy - aktualizacja 26.08.2010

Dwa razy Macchi M.5 | 1:72 | Choroszy - aktualizacja 26.08.2010

Email

 

Macchi M.5 od dawna przyciągał moją uwagę. Piękna sylwetka będąca połączeniem koncepcji Pfeilfliegera wytwórni Lohner i nieuportowskiego półtorapłata oraz sława jedynego w historii myśliwca -latającej łodzi, który osiągami co najmniej dorównywał swoim lądowym odpowiednikom spowodowała, że nie mogłem przejść obok niego obojętnie.

Jednak wobec braku zestawu wtryskowego z modelem tego pięknego ptaka morskiego w skali 1:72, brakowało mi pełnej motywacji do budowy modelu. Na rynku znajduje się jedynie żywiczny model Choroszego. Decydujące okazało się wydanie przez Pheon Models fantastycznego zestawu kalkomanii zawierającego 12 wersji malowań (M.5). W tej sytuacji zdecydowałem się na wykonanie aż dwóch modeli Macchi M.5.

Zestaw firmy Choroszy cechuje jakość typowa dla tego producenta. Jednak z niezrozumiałych dla mnie powodów zawiera elementy pozwalające na wykonanie jedynie wczesnej wersji tego samolotu. A takich egzemplarzy wyprodukowano zaledwie kilkanaście, większość ponad 300 Macchi M.5 miała nieco odmienną konfigurację. I oczywiście wszystkie malowania zawarte w zestawie Pheon Models dotyczą wersji późnej.

Prace zacząłem od poprawienia, a właściwie usunięcia niepoprawnej faktury żeber na górnych płatach - wersja wczesna miała ich po 17 na każdym skrzydle, a późna - 27. Usunięte żebra zostaną odtworzone poprzez odpowiednie wycieniowanie. Na dolnych płatach układ żeber był w porządku, natomiast powierzchnie trzeba było lekko przeszlifować. Drobnej korekty wymagała również geometria lotek i zaokrąglonych krawędzi obrysu płatów.

 

Ponadto wykonałem od podstaw pływaki skrzydłowe, którymi również w istotny sposób różniły się dwie wersje samolotu. Do tego wykorzystałem dwuskładnikową masę Magic Sculp.

 

Statecznik pionowy w dolnej części miał niepoprawny przekrój - trzeba było go mocno pogrubić i w tym celu użyłem ponownie Magic Sculpa.

 

Trochę czasu zajęło też doprowadzenie do porządku nieco chropowatych powierzchni kadłuba. Na szczęście oba egzemplarze modelu, nad którymi pracowałem, nie miały prawie wcale pęcherzyków powietrza, które dosyć skutecznie obrzydzały mi prace szlifiersko-szpachlerskie przy wcześniej wykonywanym modelu łodzi latającej Lohner Type Mkn.

 

Konstrukcje wózków do wyciągania samolotu na brzeg były w zestawie zupełnie niepoprawne. Te pokazane na zdjęciu wykonałem z profili Evergreen na podstawie planów opracowanych przez Rowana Broadbenta z Pheon Models. Z zestawu wykorzystane zostaną jedynie koła.

 

Po namyśle stwierdziłem, że dolne skrzydła trzeba dokleić do kadłuba przed malowaniem. Wprawdzie przez to będzie trochę więcej maskowania, ale nie będzie kłopotu z obróbką miejsc łączenia.

Producent modelu w tym miejscu przewidział jedynie pojedynczy kołeczek, co jest zdecydowanie niewystarczające wobec faktu, że dolne skrzydła miały wznios i skos.

 

Dlatego w celu zachowania poprawnej geometrii konieczne było wykonanie szablonów. Zrobiłem je z grubego kartonu na podstawie planów zamieszczonych w Windsocku.

 

W ten sposób przyklejenie dolnych skrzydeł pod odpowiednim kątem było już całkiem proste.

 

Ten szablon przyda się również do ustabilizowania modelu w czasie montażu górnego płata. Ale to już po malowaniu.

Aktualizacja 26.08.2010

Następnie zabrałem się za silniki i ich osłony. Ponieważ w zestawie producent nie przewidział wcale belek, na których spoczywały silniki, dorobiłem je z profili Evergreen.

Są natomiast w zestawie osłony silników składające się z dwóch połówek. Jednak na zdjęciach obu samolotów, których modele mam zamiar wykonać, nie ma bocznych blach. Trzeba było więc odciąć niepotrzebne fragmenty. Użyłem do tego żyletki, którą usuwałem materiał małymi skrawkami, aby nie zniszczyć delikatnych elementów. Na zdjęciu widać jedną osłonę po sklejeniu połówek, a drugą jeszcze w stanie surowym.

 

Po dalszej analizie planów stwierdziłem, że gniazda do osadzenia zastrzałów na osłonach silników mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Dlatego usunąłem je, a do boków osłon dokleiłem przygotowane wcześniej belki. Ponadto wkleiłem elementy chłodnicy i zaszpachlowałem na gładko ich tylne strony. Niewłaściwy był również boczny profil osłon. Poprawiłem go dokładając na dole od przodu charakterystyczną brodę - użyłem do tego masy Magic Sculp.

 

Silniki nie są najmocniejszym punktem zestawu Choroszego. Przede wszystkim brakuje w nich kolektorów doprowadzających mieszankę do cylindrów. Te bardzo charakterystyczne elementy zrobiłem od podstaw z różnych elementów plastikowych łączonych klejem cyjanoakrylowym jako szpachlówką. Po drugiej stronie silnika dodałem też maskownice przewodów elektrycznych.

 

Ponadto poprawiłem przednie części kadłubów. Trzeba było tu zaszpachlować otwory na grzbiecie. Również usunąłem przesadzoną imitację okucia otworów wylotowych luf karabinów maszynowych i owiewki otworów wentylacyjnych na burtach. Te drugie delikatnie odciąłem i mam zamiar dokleić je ponownie po pomalowaniu.

 

Ostatnimi detalami, które należało przed malowaniem dodać do kadłubów były owiewki. Wykonałem je z dość grubej przezroczystej folii, której spory kawałek był w zestawie. Wyciąłem z niej dwa elementy, których kształt dobrałem na podstawie zdjęć zawartych w Windsocku. Plany z Windsocka przedstawiają owiewkę z szybą wygiętą w łuk, co nie zgadza się, niestety, z rzeczywistością - na zdjęciach szyba jest wyraźnie płaska. Boczne skrzydełka zagiąłem używając zaginarki do blaszek, a miejsce, gdzie była część przezroczysta zamaskowałem taśmą Tamiya. Tak przygotowane owiewki przykleiłem wstępnie przezroczystym klejem Humbrola, a po jego wyschnięciu zaszpachlowałem niewielkie szczeliny klejem cyjanoakrylowym. Po stwardnieniu tego ostatniego spoinę przeszlifowałem.

 

Kolejnymi elementami, które wymagały dodatkowej pracy były główne słupki międzyskrzydłowe. Choroszy dostarczył je w postaci pojedynczych części. Aby uniknąć kłopotów z utrzymaniem geometrii podczas montażu górnego płata zdecydowałem, że trzeba je połączyć do charakterystycznego dla półtorapłatów kształtu litery V. Okazało się ponadto, że oba elementy składowe są za krótkie. Aby zachować odpowiednią geometrię narysowałem na kawałku papieru osie obu elementów w parach tworzące właściwy kąt, zamocowałem papier na sztywnym podłożu, elementy przykleiłem ja do papieru taśmą Tamiya zostawiając mały nadmiar w części górnej kosztem części dolnej, gdzie elementy się łączą. Skleiłem je odrobiną kleju cyjanoakrylowego w żelu, a po jego wyschnięciu dobudowałem brakujące partie połączenia z masy Magic Sculp. Po jej stwardnieniu odciąłem nadmiarowe fragmenty, tak aby V-ki miały już odpowiednią długość, a następnie oderwałem je ostrożnie od papieru i oszlifowałem złącza papierem ściernym i filcem.

 

Później zająłem się podporami silnika i centropłata. W każdym modelu składają się na nie dwie pary elementów tworzących litery N. Choroszy wykonał je jako V oraz I. Zdecydowałęm się pozostawić ten układ, lecz niestety geometria niemal wszystkich tych części była niepoprawna. Górne V trzeba było rozciąć, skleić jeszcze raz pod mniejszym kątem i dosztukować ok. 2 mm na jednej z gałęzi. Te części w trakcie montażu i gotowe widać na dwóch pierwszych zdjęciach. Dolne V miały dobry kąt rozwarcia, ale wymagały skrócenia. Ponadto dorobiłem również z profili Evergreen zastrzały statecznika poziomego, które także były zbyt krótkie. I tak powstały widoczne na ostatnim zdjęciu dwie całkiem spore rodzinki różnych patyków - wreszcie gotowe do malowania!

 

Ostatnim zestawem podpórek, które musiałem wykonać od podstaw, były podwieszenia pływaków stabilizujących. Każdy z nich wisi na dwóch odwróconych V i dodatkowo podparty jest z boku dwoma kolejnymi zastrzałami zbiegającymi się w jednym punkcie w płacie obok pływaka. Podwieszenia wykonałem podobnie jak wcześniej podpory płata, tyle że były one znacznie mniejsze. Natomiast dodatkowe podpory boczne dokleję w postaci pojedynczych elementów.

 

cdn

Tekst i zdjęcia - Przemysław Litewka