Choć oczywistym i bardzo ważnym atrybutem modelarstwa - niezależnie, czy jest to hobby, czy jakiś inny wyczyn - jest dążenie do osiągnięcia realizmu wyglądu modelu w pomniejszeniu skali, to w procesie ciągłego uczenia się technologii robienia dioram, wyobraźnia jest moim głównym motorem napędowym. Jest również maleńkim poluzowaniem w nadaniu realnych obrazów mimo, że przedstawiają sytuacje, które na pozór nie mogłyby mieć miejsca. Nie trzymam się sztywno granic form i treści, jakie chcę przedstawić - tkwię w swym uporze nierealistycznego modelarstwa, w robieniu czegoś po swojemu (mimo różnych rad bardziej doświadczonych modelarzy -nie bardzo ich słucham). Okazuje się bowiem, że w głowie żyją obrazy, które tylko czekają na swoje odbicie, by przenieść je na model dioramy. Oczywiście podczas budowy nic nie pozostawiam przypadkowi, wszystko musi mieć sens, nieść treść i przesłanie… Dzięki tej pasji przekazuję często to, czego werbalnie przekazać się nie da. Zapraszam zatem do mojego modelarskiego warsztatu-budowy, którego etapy pozwolę sobie przed Wami odkryć.
Najpierw kilka słów o modelu, którego zamierzam rozbić. To Pz.Kpfw.IV Ausf.E /Dragon/ nr 6264/ skala 1:35/. Duże pudło wypchane jest ramkami po brzegi. Pierwsze wrażenie po otwarciu pudełka, to dbałość producenta zestawu o szczegóły i detale w miejscach, które nie będą widoczne, gdy model zostanie całkowicie zmontowany. Części te jednak będą przydatne, jeśli zdecydujemy się wykonać pojazd w konwencji rozbitego wraku. W pudełku znajdziemy górną połowę wieży, która ma osobne drzwi. Jej wnętrze wraz z armatą jest prawie kompletne. Nawet niektóre detale instalacji przewodów zostały w nim odtworzone. Dolna część wieży zawiera zęby z mechanizmem jej obrotu. Kopułka dowódcy - szczegółowa, ma wszystkie otwory portów, które mogą być ustalone w pozycji otwarty/zamknięty. Wszystkie włazy są osobnymi elementami, nawet zawiasy odwzorowano perfekcyjnie. W zestawie mamy do wyboru dwie wanny kadłuba - wczesną i późną. Producent uraczył nas również dwoma rodzajami błotników. Jeden ma otwory lokalizujące umieszczenie narzędzi, które wykonane są z odlanymi zapinkami. W drugmi zestawie błotników nie ma tych otworów. Te zastosuje modelarz chcący przykleić do nich narzędzia bez zacisków, wykorzystując metalowe zapinki znajdujące się w zestawie jako elementy fototrawione. Poskładanie wózków zawieszenia jest nieco skomplikowane, lecz nie nastręcza kłopotu z montażem. Cały układ ma w pełni przegubowe wózki. Koła wyposażono w oddzielne gumowe bandaże, które można pomalować, zanim zostaną zamontowane na obręczach.
Wracając do koncepcji rozbitego pojazdu, opony mogą być zrobione jako zniszczone lub w ogóle nie nałożone na obręcze kół w, dla zobrazowania wypalonej gumy. Nadbudowa jest nieco bardziej skomplikowana, ponieważ dach, boczne, przednie i tylne panele są odrębnymi częściami. Jednak ze spasowaniem ich nie ma żadnych problemów - pasują idealnie (obywamy się bez szpachli). Jest kilka miejsc w instrukcji, które mogą być powodem do niepokoju dla mniej zaawansowanych modelarzy, zaś czytanie jej będzie ich stałą lekturą. Podsumowując, wszystko wydaje się być poprawnie skonfigurowane i mieści się tam, gdzie powinno być.
Groteska, czy modelarstwo ?
Bardzo ciężko odpowiedzieć jednoznacznie na ostatnio zadane mi pytanie –groteska, czy prawdziwe modelarstwo? Zastanawiałem się przez chwilę, czy wybrać groteskę charakteryzującą się ukazywaniem rzeczywistości w sposób absurdalny i karykaturalny czy też raczej realizm, który polega na wiernym przedstawieniu modelu wraz z otaczającym go „światem” tyle, że w pomniejszonej miniaturze. W pierwszym odruchu odpowiedziałbym oczywiście realizm, myśląc o bliskich mi modelach dioram, przedstawiających najczęściej realistyczne wydarzenia historyczne z udziałem wojska, pojazdów pancernych, czy modeli lotniczych. Po chwili jednak pojawiła się niepewność. W czasie tworzenia moich prac nie jestem całkowicie pewny do końca odrzucić wszystkiego, co jest nierealistyczne, groteskowe. Cokolwiek robię, niezależnie jaki tworzę model czy dioramę, nigdy nie będzie to przedstawianiem przedmiotu w ich realnych kształtach, kolorach i formach. To moje swobodne podejście do modelarskiego realizmu umożliwia mi przedstawienie zdarzeń wyjątkowo nieprawdopodobnych, które w rzeczywistości być może nie istniały, do których jednak z pewnym prawdopodobieństwem można stosować pewne fakty czy zdarzenia. Staram się wydobyć istotę tych rzeczy, figuratywność na makiecie dioramy mnie nie interesuje, uważam to za ograniczenie.
aktualizacja 28.12.2009
Gdzie tu realizm? Nie mam pojęcia czy jest sens tłumaczyć zbudowanie takiego rekwizytu i czemu ma ono służyć na makiecie dioramy. Kicz, absurd jednocześnie. Słowo, które wszyscy rozumieją, które jak wszystkie potoczne pojęcia, ma sens nieco rozmyty. Absurd, to naprawdę odczucie. Bez absurdu nie byłoby pewnie poczucia humoru i dystansu do ludzi. Gdzie zaś podział się ten realizm? Cóż, nie wykluczone, że istnieje w modelarstwie. W innych dziedzinach również pojawia się to słowo, jednak zapewniam, że znaczenie może mieć zupełnie inne. Makieta zaś zaistnieje dopiero w procesie interpretacji, gdy punkt ciężkości zostanie przeniesiony z autora modelu na odbiorcę. Diorama będzie zatem całkowicie ukończona dopiero w procesie odbioru.
W krótkim zarysie przedstawię plan dioramy. Pomysł jest raczej ściśle przemyślany i nie będzie, jak sądzę, niespodzianek oraz nieoczekiwanych zmian podczas prac. W miarę możliwości, bez większego kombinowania, będę się starał pokazywać przebieg prac. Sama sytuacja to zniszczony fragment hali fabrycznej. Zasypany gruzem dziedziniec, częściowo zniszczony budynek z uszkodzonym łącznikiem (układem przenośników taśmowych – coś w tym stylu). W tym rumowisku będzie można dostrzec rozbity niemiecki czołg Pz.Kpfw. IV
Posuwam się naprzód metodą małych kroczków. Jak na razie, po wymalowaniu zaprzestałem chwilowo rozwoju mojej obrabiarki, skupiając się teraz na kolejnym rekwizycie.
Łącznik, czy też mostek taśmociągu ustawiany między budynkami fabrycznymi. Do jego wykonania wykorzystałem cienkie paski poliestru, vacuformę w imitacji desek oraz kilka odcinków drutu.
Na koniec pozostało zbudowanie daszka zamykającego drewnianą konstrukcję taśmociągu. Daszek, właściwie jego zniszczony fragment wykonałem z paska aluminiowej blachy, z puszki po napoju. Chcąc uzyskać imitację papy, na dach nałożyłem warstwę zgniecionej foli spożywczej.
Mam trudności z opisaniem pierwszego malowania. Bo to malowanie spontaniczne, nie mające ustalonego schematu, polegające jedynie na wyrażaniu własnych odczuć - wybierasz kolory, tworzysz formy, nadajesz im strukturę i zaczyna się cały proces tworzenia. Malowanie nie wymagające żadnych zdolności, czy znajomości technik malarskich, jedynie wiedzy o prawach natury.
Dla zainteresowanych podaję numery farb jakich użyłem: Humbrol 33, 82, 92, 94, 100, 109, 170,

zdjęcie: wydawnictwo Concord, German Armored Units at Arnhem September 1944 autor: Marcel Zwarts
Kolejnym etapem budowy było wykonanie pojazdu w koncepcji rozbitego wraku. Prace nad modelem rozpocząłem od pocięcia części wyprasek i wstępnego przyklejania detali do wanny kadłuba. W pierwszym zamiarze odciąłem koniec prawej bocznej płyty by w kolejnych fazach budowy modelu pokazać rozbity silnik wewnątrz kadłuba. Ostatecznie jednak pozbyłem się całego boku. Teoretycznie w tak bogatym zestawie jest wszystko czego dusza zapragnie, więc nic z dodatków waloryzacyjnych do modelu nie będę kupował. A jednak, po odcięciu całego boku zdałem sobie sprawę, że niektóre detale wnętrza przedziału bojowego jak też transmisji będą widoczne, tym samym będę musiał je samodzielnie od podstaw wykonać. Odciąłem jeszcze kawałek lewego odcinka płyty. W podłodze pojazdu zaś wyciąłem otwór - pasek szerokości, około 10 mm odpowiadający długości odciętej płyty. Po czym fragment płyty ponownie przykleiłem do tak zwężonej podłogi. Tym sposobem uzyskałem wciąż dość stabilną konstrukcję imitującą zwichrowanie oraz pęknięcie wanny z jej przemieszczeniem. Oczywiście powstał w ten sposób błąd w różnicach szerokości podłogi. W dalszym procesie budowania modelu już na etapie ustawiania go na podstawce, problem ten rozwiąże wypełniając wnętrze wanny wszelkimi pogiętymi metalowymi konstrukcjami przedziału silnikowego.
Fotogram posłużył wyłącznie jako inspiracja w budowie mojego wraku. / jest to inna wersja pojazdu /
Archiwalna fotografia pochodzi z forum: http://forum.axishistory.com/viewtopic.php?f=47&t=42446
Nie zamierzam w ten sposób przedstawiać modelu na makiecie. W czasie tworzenia dioramy nigdy nie wiadomo, jaki będzie następny krok, a tym bardziej finał pracy. Diorama powstaje i rozwija się niejako według własnego porządku, jakby niezależnie od swego wykonawcy. Jej ostateczna forma i kształt pozostaje nieznana aż do samego końca budowy makiety.
Tymczasem model został już zagruntowany. Farby jakie użyłem do wstępnego malowania/cieniowania / Humbrol: 32, 61, 62, 96, 100/
Elementy kompozycyjne można układać na nieskończenie wiele sposobów, ale nie wszystkie uzyskane w ten sposób kompozycje okażą się godne uwagi. Dlatego też trzeba starannie zaplanować, które elementy wygodniej jest pomalować przed montażem, a które malować po ostatecznym mocowaniu w podłożu podstawki. / Przeciąłem ostatecznie wannę kadłuba na dwie połowy/
Stawianie sprawy, że model dioramy musi być ładny i przyjemny jest wielkim uproszczeniem. Każdy modelarz nie może pozbawić się prawa do poszukiwania nowych dróg prezentacji swoich modeli. Odejście od zwykłej rejestracji rzeczywistości w stronę budowania wartości plastycznych modelu powinno być niewątpliwie kuszącą perspektywą dla wielu modelarzy. To, czy opowieść o tym, co dzieje się na fragmencie budowanej makiety będzie interesujące, zależy w dużej mierze od tego, jakie elementy zastosuje modelarz i jak je ze sobą połączy. Dlatego trzeba dokładnie przeanalizować wszystkie pomysły przed ostatecznym wdrożeniem ich w budowie kompozycji dioramy. Model dioramy składający się nawet z jednego przedmiotu, składa się z całego szeregu detali wiążących się w kompozycję. Nie można skupiać się na głównym motywie nie zauważając tych szczegółów. Kompozycja zaś musi być logiczną całością, jest niczym innym, jak powiązaniem wszystkich elementów obrazu w taki sposób, aby utworzyły jedną zamkniętą logiczną całość. To, też takie ułożenie wszystkich składowych elementów na powierzchni dioramy, aby modelarz osiągnął zamierzony efekt w postaci odpowiedniego odbioru makiety przez widza. Dobrze przemyślana przekazuje swe przesłanie szybko, łatwo i pięknie. Wystarczy powiedzieć, że celna kompozycja makiety sprowadza się do zaaranżowania obiektu w sposób miły dla oka.
Samo pojęcie kompozycji jest dość luźne, łatwiej jest rozpoznać prawidłowo skomponowany model dioramy niż wyodrębnić jej dobre atuty. Modelarze żywią głębokie przekonanie, że prostokątne pudło podstawki można podzielić siatką poziomych linii i jeśli główne elementy modelu przypadną wzdłuż linii podziału diorama zyska doskonałe proporcje. Teorię taką wdrożono w praktyce pod postacią reguły złotego podziału. Jestem w stanie się z tym twierdzeniem zgodzić o ile odnosi się ono do szkicu wykonanego na kartce czystego papieru. Nie sprawdza się ona jednak na makiecie trójwymiarowego modelu. Podczas układania kompozycji wiele elementów zmieni swe pierwotne położenie. Wszystkie części składowe makiety, detale i ich wizualizacja muszą najpierw powstać w jego wyobraźni. Twórca musi wiedzieć jaki cel chce osiągnąć i co przedstawić, ewentualnie jakie przesłanie chce ukazać potencjalnemu widzowi.
Układ ciekawej kompozycji to problem, z którym i ja miewam kłopoty.
Najczęściej stosowaną i prawdopodobnie z tego powodu nader często używaną jest kompozycja po przekątnej będąca najłatwiejszym układem budowy dioramy. Taka forma skośnej kompozycji jest godna polecenia szczególnie początkującym modelarzom ze względu na jej łatwość, a przede wszystkim jako alternatywa dla kompozycji symetrycznej czy centralnej. W uproszczeniu, kompozycja po przekątnej polega na rozmieszczeniu głównych elementów modelu na jednej z dwóch przekątnych prostokątnego pola makiety. W nich umieszcza się tak zwane najważniejsze elementy, na które w pierwszej kolejności, zdaniem twórcy modelu, powinien zwrócić uwagę widz. Najistotniejszą przyczyną stosowania kompozycji skośnej jest naturalna dynamika takiego układu.
Wróćmy do konkretów, czyli do malowania podłoża podstawki. Nakładanie farb zaczynam w odcieniach szarości, tworząc światłocień, a potem stopniowo, w kolejnych warstwach farby dodaję kolor. Taki malarski start jest doskonałą metodą, ponieważ ograniczona paleta - w tym wypadku do zaledwie kilku odcieni szarego - pozwala mi łatwiej znaleźć element dominujący w całej kompozycji. Teraz, mając do dyspozycji taką skalę szarości, najciemniejszy odcień będzie odcinał główny element kompozycji od tła, najjaśniejszy będzie działał, jak światło, a poszczególne odcienie przejściowe posłużą mi do wyodrębnienia mało znaczących detali. Zastosowanie takiej techniki, zwanej podmalówką, ułatwia koncentrację na aspektach kolorystycznych i detalach kompozycji, ponieważ jej ogólny, monochromatyczny zarys jest już gotowy - malowany jedną barwą w kilku odcieniach.
Podstawową zaletą szarej podmalówki jest łatwość cieniowania, gdy nie trzeba w pierwszym etapie przejmować się kolorem, a w zasadzie odcieniem koloru, więc łatwo jest wyrzeźbić przestrzenność brył światłocieniem, a o właściwą chromatyczność postarać się w kolejnych etapach malowania. Taki sposób może znacznie ułatwić malowanie modelarzom cechyjącym się słabszym warsztatem lub tym, którzy nie nauczyli się jeszcze radzić sobie swobodnie z kolorem. Wadą natomiast jest ryzyko, że kolory mogą wychodzić za jasne, za ciemne lub po prostu malarsko mało atrakcyjne.
Właściwie przygotowana podmalówka przyśpiesza mi także proces malowania, ponieważ w niektórych partiach modelu pozostawiam samą szarą podmalówkę, pokrytą jedynie farbą nałożoną w technice laserunku.
Istnieje prosty sposób wyodrębnienia najważniejszych elementów trójwymiarowej bryły malowanego modelu. Przykład jest bardzo prosty – trick, który polega na mrużeniu oczu do momentu, aż praktycznie nic już nie widzimy i gdy zaczynamy je powolutku otwierać - zaczynają się wtenczas najpierw pojawiać najjaśniejsze detale modelu widocznego w naturalnym świetle. I to jest informacja dla mnie, że te rejony modelu muszę zarezerwować na najjaśniejsze farby. Otwierając szerzej powieki widzę kolejne partie i zapamiętuję je jako kolejne odcienie swoich farb, w ten sposób obraz modelu dioramy zachowa głębie. Mam możliwość malowania nieskończoną ilością kolorów i model zawsze będzie opowiadał swoją treść bez względu na etap jego malarskiego ukończenia.
Wielu początkujących modelarzy sądzi, że cała sztuka malowania modeli dioram polega na dokładnym wymalowaniu detali, tymczasem nic bardziej mylnego. Kolor to światło, kolor to przemożny, inspirujący środek indywidualnej ekspresji. Uchwycenie światła, uchwycenie jego natężenia i barwy, nakreślenie nimi tematu wystarcza - nie trzeba nic więcej robić. W swym malarstwie operuję wyłącznie stopniem jasności koloru – barwa schodzi na dalszy plan wobec światłocienia. Oczywiście zwracam też uwagę na walory poszczególnych barw oraz ich współoddziaływanie na każdym etapie malowania. Nie zapominam, że kolory i odcienie muszą ze sobą współgrać. Jeśli chodzi o detale, to trzeba pracować nad całym modelem jednocześnie, jeśli spędzimy zbyt dużo czasu w jednym rogu, to... szkoda naszej pracy. Ten dopracowany (przepracowany) detal będzie gryzł się z pozostałymi elementami dioramy, do tego stopnia, że nawet potrafi zepsuć całą kompozycję!
aktualizacja 05.05.2010
Kolejnym, ostatnim już etapem, kończącym malowanie mojego modelu, było zastosowanie suchych pasteli. W zasadzie jest to prosta technika malarska polegająca na posługiwaniu się farbami w postaci cienkich pałeczek uformowanych specjalnym spoiwem z kredy, gipsu i różnych barwników o delikatnych jasnych kolorach. Mimo że pastele to rodzaj kredek, służą one przede wszystkim do malowania. Technika zbliżona jest do malowania farbą i polega na wcieraniu w płaskie powierzchnie modelu sproszkowanych pałeczek pasteli bez użycia płynnych mediów. Dzięki tej technice można uzyskiwać głębokie tony poprzez nakładanie kilku barw, podkreślając formę delikatnym konturem koloru. Technikę można zastosować do „kurzenia”, przyprószania lub smużenia modeli rozgniatając drobinki kredki na płaskich powierzchniach modelu. Efekt zależy od wrażliwości samego malującego i od tego, jakie niuanse kolorystyczne chce osiągnąć.
Kurzenie pojazdu może przysporzyć kłopotów natury technicznej, gdyż materiały stosowane na sucho mają tendencję do rozmazywania się. Jednak tę ich charakterystyczną cechę można także wykorzystać z pożytkiem dla malowanego dzieła - bywają bowiem i takie sytuacje, gdy pewne obszary modelu muszą pozostać nietknięte po nałożeniu pasteli, ale warto wiedzieć, że rozmazane i zakurzone obszary modelu powinno się ograniczyć do niewielkich powierzchni.
Maluję pastelami intuicyjnie. Nie używam żadnych wyszukanych narzędzi, po prostu rozcieram sproszkowaną kredkę płaskimi pędzlami o rozmaitych szerokościach. Starty na proszek miękki pigment pasteli zostawia delikatną mgiełkę pozwalającą się swobodnie rozprowadzać. Najpoważniejszym problemem, z jakim spotykamy się stosując pastele, jest ich utrwalanie. Ja stosuję różnego rodzaju fiksatywy w sprayu lub lakiery do włosów, ale w niewielkich ilościach.
Wcześniej ukształtowany kolorem farby model, uzupełniony malowaniem pastelami, zyskuje efekt jeszcze głębszej perspektywy, wprowadzającej w przestrzeń dioramy niepowtarzalny nastrój.

Tekst i zdjęcia: Piotr Gładki








